poniedziałek, 17 grudnia 2012

Prolog.


Weszłam do domu, rzuciłam schodzone białe trampki w kąt przedpokoju. Powiesiłam płaszczyk na wieszak i przeczesałam dłonią moje blond włosy. Poszłam do kuchni. Tam czekał już na mnie ciepły obiad, który przygotowała mi mama. Akurat dziś był jeden z niewielu dni kiedy miała wolne i mogła trochę ze mną pobyć. Wiem mam dziewiętnaście lat, a matka jest dla mnie najważniejsza. W dzisiejszych czasach  to dziwne. Może po prostu ja jestem dziwna. Chodź jestem bardzo zdemoralizowaną nastolatką mama zawsze była najważniejszą osobą w moim życiu. Poświęciła mi całe  swoje życie. To ona pracowała na dwie zmiany abym miała dobre warunki. Mam tylko ją. Mój ojciec odszedł od niej gdy była jeszcze  w ciąży. Nic mi nie dał, nawet nazwiska. Moja mama po porodzie postanowiła, że będę nosić jej panieńskie nazwisko.  Tak więc nazywam się Aleksandra Horan, ale wszyscy mówią na mnie Alex. Co do mojej demoralizacji to wszystko przez mojego byłego. Ale o tym innym razem. Weszłam do kuchni moja mama na mój widok uśmiechnęła się. Wiem, że sprawiałam jej dużo kłopotów przychodząc z kolejnymi tatuażami, kolczykami czy przyprowadzana przez policję za bójki. Ona wszystko mi wybaczała. Za to kochałam ją najbardziej, że zawsze mnie wspierała. I mogłam na nią liczyć mimo wszystko.
- Kochanie mam dla ciebie niespodziankę. Ale to później. Teraz zjedz obiad. Ja zaraz wracam.- powiedziała i zniknęła w drzwiach łazienki. Na  stole zauważyłam jej laptopa. Był otwarty. Wiem, że nie powinnam tego robić, ale to było silniejsze ode mnie. Podeszłam do komputera. Akurat otwarty był e- mail. Zaczęłam czytać.
'' Witaj Ciociu. Bardzo się cieszę, że Alex chce przyjechać do mnie na jakiś czas. Mam nadzieję, że nie będzie się krępować moimi przyjaciółmi. Wiesz ciociu niedawno zamieszkaliśmy razem. Czekam na dalsze wieści, no i na Alex. Całuję Niall''
No nie mój kuzynek nagle przypomniała sobie o moim istnieniu? Tak  Niall Horan jest moim  kuzynem. Właśnie ten z One Direction. Nienawidzę go z całego serca. Dlaczego ona mi to robi? Pewnie to była ta niespodzianka. Nie, na pewno nie. Pobiegłam do przedpokoju. Wsunęłam szybko buty na nogi i chwyciłam płaszczyk z wieszaka. Wybiegłam jak z procy. Chodziłam ulicami Glasgow tułając się bez celu. Przechodziłam właśnie obok salonu fryzjerskiego. Wpadł mi do głowy pewien pomysł. Weszłam do salonu. Był pusty, nagle z zaplecza wyszła jakaś kobieta.
- Słucham. Czym mogę służyć.- zapytała miłym głosem.
- Chciałam pofarbować końcówki.- odpowiedziałam z satysfakcją.
- Dobrze. A na jaki kolor.?
- Chciałabym różowy i fioletowy.- powiedziałam szczęśliwa.
Byłam pewna, że mama się zdenerwuje. To miała być moja zemsta za tą niespodziankę.
- Jest pani tego pewna. Może na początku zafarbujemy je szamponem koloryzującym?- zaproponowałam fryzjerka. Spojrzałam na nią. I z uśmiechem powiedziałam stanowczo, że chcę normalną trwałą farbę. Ona wedle zasady nasz klient nasz pan musiała spełnić moją prośbę. Pół godziny później miałam już pofarbowane końcówki włosów. Nawet nie myślałam, że wyjdzie aż tak dobrze. Zapłaciłam i usatysfakcjonowana poszłam w stronę domu. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz